Już po raz kolejny we współpracy ze Szkolnym Kołem Wolontariatu zostało zorganizowane wyjście do Uniwersyteckiego Szpitala w Prokocimiu, tym razem pomysłodawcą była klasa V szkoły podstawowej z wychowawcą i rodzicami.

Wcześniej w szkole odbyła się zbiórka maskotek, książek, zabawek i gier planszowych dla chorych dzieci.

Zobaczcie i poczytajcie jak nam minął ten czas spędzony w szpitalu...

Poniedziałek, 19 grudnia 2012 r.

Dzisiaj późno wróciłam do domu. Dzień był wyczerpujący, ale pełen wrażeń. Po lekcjach wraz z klasa pojechaliśmy do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Prokocimiu. Byliśmy tam gościnnie i charytatywnie. Chcieliśmy zrobić chorym dzieciom przyjemność. Od października zbieraliśmy dla nich zabawki i maskotki. W ubiegłym tygodniu sprzedawaliśmy na kiermaszu szkolnym ozdoby świąteczne. Uzbieraliśmy nawet pokaźną „sumkę” pieniędzy, które również przekażemy. Mieliśmy przygotowany repertuar z kolęd i pastorałek. Nie uwierzycie, ale byłam aniołem. Miałam piękną, białą suknie i skrzydła. Reszta też była poprzebierana i ogólnie wyglądaliśmy jak prawdziwi kolędnicy. Chodziliśmy i śpiewaliśmy w różnych miejscach, na kilku oddziałach i piętrach. Zachęcaliśmy również dzieci do wspólnego kolędowania. Bardzo cieszyły się na nasz widok. Pomimo cierpienia widziałam radość na ich twarzach. Mam nadzieję, że może przez chwile zapomniały o swoich dolegliwościach. Były osoby, które nie mogły nawet klaskać i uśmiechać się. Najbardziej utkwił mi w pamięci chłopiec siedzący na wózku inwalidzkim, z krótszą prawą nogą. Pomimo kalectwa chętnie z nami śpiewał i grał na grzechotkach.

Uważam, że wizyta w tym szpitalu nie należała do zabawnych, ale dała mi świadomość, co choroba może zrobić z człowiekiem. Bardzo żal mi tych małych pacjentów, ponieważ każdy dzień dla nich to ogromna walka i nadzieja na wyzdrowienie. Uśmiech chorych dzieci na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Jest już godzina dwudziesta druga i idę spać, ale z wrażenia nie wiem, czy zasnę.

Weronika Janik

Wczoraj po lekcjach udaliśmy się z całą naszą klasą do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Prokocimiu. Byliśmy tam z zapowiedzianą wizyta u chorych dzieci. Nie była to nasza pierwsza wizyta w tym szpitalu. Poprzez takie odwiedziny chcieliśmy umilić chorym dzieciom czas. Odwiedziliśmy świetlicę, gdzie zebrała się część dzieci, a potem sale, gdzie były dzieci, które nie mogły chodzić. Ja z koleżankami graliśmy na gitarach, chłopcy na innych instrumentach, reszta śpiewała. Śpiewaliśmy oczywiście kolędy. Rozdawaliśmy także prezenty, drobne upominki, maskotki i gry planszowe. Niektóre dzieci były uśmiechnięte, ale na niektórych twarzach malował się smutek. Myślę, że choć na chwilę chore dzieci zapomniały o chorobie i monotonnych dniach spędzanych w szpitalnej sali.

Radosław Krztoń